wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział XVI Myśli

Pewnego czasu tyle najróżniejszych przykrości stanęło na mojej drodze, ale nie... Ja musiałam wszystko przetrwać! Ile czasu ciągnę tą grę? Grę, która nikomu prawie się nie podoba.
 Mogę się tka obwiniać bez końca, ale to nie moja wina, że się zmieniłam. Kiedyś, samotne psie życia, a teraz cała wataha liczy na mnie i myśli o mnie. A to powinno być inaczej!
 Ciągłe, spokojne i wesołe życie w mojej Puszczy. A nie tu... W Niemczech! Przynajmniej myślę, że w Niemczech.Już wiem!
 Z samego rana ruszamy na wschód, na ciągły wschód, do Parku Narodowego w Białowieży. To tam chce spędzić swoje życie do końca.
Obudziłam się.
Moje oczy ujrzał Shayde, Angel, Rose i Haru.
-Alfa, moja mała alfa. Wybacz mi...- powiedział zapłakany Haru.
-O co chodzi?- spytałam i powoli, powolutku wstałam. Czułam się o niebo lepiej, jak ptak, który nauczył się właśnie latać.- Jak wy to uczyniliście, że znów stoję sama?
- Wolę zachować to w tajemnicy, bo teraz nam nie chodzi już o to. - odpowiedział Haru.
-Widzę, że jesteście bardziej szczęśliwi z mego zdrowia niż ja sama. - powiedziałam- To dziwne, ale zrozumiałe.
-Heh.. Dobrze, że już rozumiesz, bo nie długo ruszamy do Polski.- powiedział Shayde.
-Mile widziane będą jeszcze poprawy twego zdrowia mamo.- odezwała się Angel , uśmiechając się i patrząc swymi błękitnymi oczyma prosto na moje nogi. Pomyślałam sobie, że to właśnie o nie chodzi. Ale nie...
-Myślałem, że nie żyjesz. Wiesz jakiego stracha nam narobiłaś!?- nagle zaczął mówić Haru.- To ma się nie powtórzyć! Jasne?
Uśmiechnął się delikatnie i wyszedł z jaskini.