sobota, 25 lutego 2012

Rozdział I Korona...

Angel wstała jako pierwsza, z nią wstał obcy wilk. Gdy tylko sama  się obudziłam, zaczęłam się dziwić skąd on tu się wziął.
-Skąd ty się tu wziąłeś?- spytałam basiora.
-Przybłąkałem się za wami i ta miła wiewiórka mnie wpuściła. A czy mogę dołączyć do watahy?- odpowiedział basior.
-Ok, niech ci będzie...Podaj imię,stanowisko i płeć!- Powiedziałam z lekką pogardą, nie spodobał mi się zbyt on. Ale czuję że mojej córce tak.
-James, wojownik, basior.- odpowiedział dumny James.
-Dobra, idź już gdzieś.- rozkazałam basiorowi i sama weszłam po schodach na strych, przez strych przedostałam się na koronę dębu.
-Och...- westchnęłam- To już środek wiosny. Kwiaty zaczynają kwitnąć, jaki cudny czas. Teraz będzie co raz to cieplej i nie długo nadejdzie czas wysłać Angel,Rose i Joe do szkoły dla alf. - powiedziałam szeptem. Tak do szkoły dla alf, która mnie ominęła ponieważ nie byłam urodzoną alfą. No ale cóż, i tak dobrze sobie radze. Przynajmniej tak myślę.
-Fire. Jakiś wilk czeka na ciebie przed dębem, mówi że chce dołączyć do watahy.- powiedziała nagle Angel, która właśnie przyszła do mnie.
-Już idę.- powiedziałam i dumnie, marszem odeszłam. Angel wyszła za mną. Gdy byłam przed biblioteką zobaczyłam obcą wilczycę.
-Witaj Fire! Jestem Taht, chce zostać opiekunka szczeniąt w twojej watasze.- powiedziała wesoła wilczyca.
-Ok, Taht. Skąd znasz moje imię?- spytałam.
- Gdy przyszłam pod bibliotekę pokazała się pewna wilczyca i spytałam ją czy zna jakąś watahę. Ona kazała mi czekać i zaczęła krzyczeć twoje imię. A potem gdzieś pobiegła.- odpowiedziała Taht.
-Wejdź. I zajmij się Soul'em i Meg. To jedne z najmłodszych szczeniąt, za pewne je poznasz.- powiedziałam. Ona tylko przytaknęłam na znak że się zgadza i weszła do biblioteki. Nagle z oddali, między drzewami zobaczyłam Nerisse,Brixa i Rebece. Podbiegłam do nich.
-Hej!- powiedziałam radośnie.
-Witaj!- powiedziała Nerissa z Brix'em.
-Hej!- powiedziała cicho Rebeca.
- Idziecie do biblioteki?- spytałam Nerissy i Brix'a.
-Tak.- odpowiedziała Nerissa. I już w czwórkę wróciliśmy do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz