piątek, 6 kwietnia 2012

Rozdział VIII Przygotowanie cz.1

W pewnym momencie usłyszałam kroki, gwałtownie się odwróciłam, lecz było już za późno. Mała strzała ukuła moją klatkę i padłam jak nie żywa. Haru gdy zobaczył mnie śpiącą, pomyślał że nie żyję i  uciekł z raną na sercu. Mnie za to włożyli do jakiejś ciężarówki, a jakaś pani usiadła koło mnie. W pewnym momencie otworzyłam delikatnie oczy, a prze de mną były otwarte drzwi. Oczywiście wyskoczyłam jak szalona. Obejrzałam teren i był to teren otoczony kratami. Znów byłam w pułapce. Próbowałam uciekać, lecz spojrzałam się w dół i byłam nad ziemią. Zamknęłam oczy, a gdy je otworzyłam byłam w samolocie. Przestraszyłam się, zaczęłam wyć, błagać o litość, lecz oni nic nie rozumieli. Drapałam klatkę, i w tedy samolot uniósł się w górę. Poczułam że to koniec, że nie wrócę do watahy. Ale jednak, samolot po starcie wzniósł się jedynie na 10 metrów gdy spadła na ziemię. Na szczęście nic poważnego się nie stało, lecz gdy wzniósł się na 23 metry spadł i delikatnie się rozbił. Z klatki zobaczyłam jak pilot wychodzi z samolotu i go podpala. Oczy mi zabłysły, i zobaczyłam miejsce w którym gdyby ugryzła otworzyła by się  klatka. Bez czasu do stracenia zaczęłam gryźć zamknięcie. Gdy przód samolotu się zaczął palić, a pasażerowie pchali się do wyjścia ja ciągle gryzłam zamknięcie. W pewnym momencie poczułam wielkie ciepło, za mną też się paliło. Ogień zaczął się palić wokół mnie, poczułam więcej siły.Dlatego z całej siły ugryzłam zamek i wyszłam z klatki. Zawyłam z całej siły, czekałam aż ogień się powiększy. Ludzie w tym momencie patrzyli na palący się samolot i jedni dzwonili po straż a drudzy błagali w duszy żeby koszmar się skończył, ale ludzie którzy mnie złapali prosili w duszy bym jakimś cudem wyszła z samolotu. W końcu gdy ogień prawie mnie dosięgnął zawyłam najgłośniej jak mogłam, ogień zaczął krążyć wokół mnie, dalej wyłam po zauważyłam że coś się dzieję. Na zewnątrz samolotu zaczęła się straszna burza. Pioruny strzelały w kierunku samolotu, a grad uderzając ogień tylko go wzniecał. Lecz ja  nie przestawałam wyć, nawet gdy ogień dotknął mego ciała. Ogarnął mnie całą, zaczął tworzyć kwitnący kwiat. Otworzył więc pączek i środek, czyli ja zaczął wirować nad nim. Przed moimi oczami latały obrazy moich przodków. Na początku Zeke, Brutus i SeiTTi jako szczeniaki bawili się, powiększali się i do Zeke dołączyła Fanta. Od nich wyszli Alayna i Kiara. A od Brutusa i SeiTTi - Kasar i Laguna. Alayna i Launo stworzyli Nauto, Laguna i Rex stworzyli Kibę i Mantrę. W końcu pojawiła się mi znajoma twarz, twarz Kiary, mojej mamy i Kasara. Przy nich byłam ja, Nila Luna i Lucky. Przestałam wyć, i spadłam na ziemię, burza ustała a ogień zniknął. Jednak przed moimi oczami wciąż to wszystko było. Podbiegłam do wyjścia i próbowałam wyjść. I w pewnym momencie ktoś otworzył mi wyjście. Wybiegłam jak szalona i biegłam na wschód, to watahy. Przeskoczyłam siatkę, obejrzałam się a za mną ktoś biegł. Ruszyłam dalej, biegłam ile miałam tylko sił. W pewnym momencie zobaczyłam że jestem w środku miasta. To był Berlin! Przestraszona, biegłam dalej. Spotykałam po drodze różne osoby, które szydziły ze mnie mówiąc " Co to za kundel?!" albo " Weźcie tego szczeniaka, jeszcze zarazi wścieklizną mojego pieska!", nie którzy jednak współczuli mi. Długo jednak nie trwały te współczucia, gdyż wybiegłam z miasta i pobiegłam do lasu. Poczułam ulgę, i szłam dalej truchtem. Nagle coś usłyszałam i prze de mną ukazał się wilk. W końcu jakaś wataha mnie otoczyła. Wilczyca podeszła do mnie.


Obok niej szedł jakiś basior.



 Usiadłam na ziemi, miałam wyprostowane plecy i przyjęłam pozycję alfy czekającej na ruch przeciwnika.
-Jestem Perueia, on to Dragon Haruin, a ty?- spytałam samica Perueia.
-Jestem aflą watahy Szczęścia, nazywam się Fire. - odpowiedziałam.
-Alfą?! Alfą jest Perueia!- krzyknął wściekły basior Dragon.
-Haruin! ..- powiedziała Perueia.
-Haruin? Mój partner ma na imię Haru- Powiedziałam.
-Heh..- powiedział kpiąco Dragon- Tylko wilki z rodu Black& White Hearts mogą mieć imię związane z Harum, panem tego rodu.-
-No cóż, to co ze mną zrobicie?- spytałam.
-Chodź.- powiedziała Perueia i razem z nią doszliśmy do wodospadu z jeziorem przy którym było pełno wilków.
-Oto Wodospad Feri Hrim!- krzyknęła Perueia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz